AKT I
Obóz towarzyszy pancernych, z lewej wejście do gospody stojącej w lasku, z prawej kilka namiotów.
SCENA l
Przed gospodą przy stołach towarzysze kończą ucztę, luzacy usługują im nalewając w czary miód, który przynoszą z gospody. W głębi żołnierze, jedni w pancerzach, drudzy bez nich, grzeją się przy dużym ogniu nanieconym wśród drzew już w połowie opadłych z liścia. Z prawej stół, przy którym ucztuje gromadka żołnierzy, wśród nich Maciej trzyma pierwsze miejsce. Zbigniew i Stefan między kolegami przy stole z lewej strony. Wieczór.
Chór
Więc gdy się rozstaniem,
Przed słońca świtaniem,
Kto żyw, kto brat,
Bierz w dłoń pełną czaszę!
Strzemienne rzecz godna
Wychylić je do dna.
Sto lat, sto lat,
Niech trwa zdrowie nasze!
trącają się pucharkami.
Dokoła spokojnie
Ni słychu o wojnie,
Znać tak tę rzecz
Prowadzi sam Bóg!
Kto w ziemie bogaty,
Niech wraca do chaty,
Kto chce, niech miecz
Przekuje na pług!
Zbigniew
Źle mówicie bracia mili,
Chociaż pokój daje Bóg,
W jakiejże to rycerz chwili
Oręż swój przekuwa w pług?
Wszak obydwóch ludziom trzeba,
Pług z orężem, z bratem brat,
Bez pierwszego nie ma chleba,
Drugi broni pól i chat!
Toż u ściany naszej chatki
Jak ważności świętej rzecz,
Pod obrazem Bożej Matki,
Zwiśnie pancerz, hełm i miecz!
I gdziekolwiek złe nadleci,
Aby w piekło zmienić raj,
W dłoni tej nie pług zaświeci,
Gdy powoła Bóg i kraj!
Maciej i chór
I gdziekolwiek złe nadleci,
Aby w piekło zmienić raj,
W dłoni tej/ich nie pług zaświeci,
Gdy powoła Bogi kraj!
Stefan
Zamiast bezczynnie służyć w żołnierce,
Wracamy z bratem w domowy próg,
Lecz zachowamy zbroję i serce,
Jak dla ojczyzny wypada sług.
Rdza ich nie ujmie pod panowanie,
A chcąc rycerskie afekta kryć,
Zostaniem oba w bezżennym stanie,
By w każdej chwili swobodnym być!
Toż kiedykolwiek burza nadleci,
Czy to z odległych, czy z bliskich stron,
Już nas nie wstrzyma kwilenie dzieci,
Trwoga krewniaków ni lament żon!
Maciej i chór
Już nas/ich nie wstrzyma kwilenie dzieci,
Trwoga krewniaków ni lament żon!
Zbigniew
wesoło podając ręce Stefanowi
Tęgoś wyrzekł panie bracie,
To mi głowa! to mi plan!
Nie ma niewiast w naszej chacie,
Wiwat! semper wolny stan!
By wasze pić zdrowie,
Szczęśliwi mężowie,
Hej, hej! daj nam
Daj tu miodu dzban!
Niech żyją poddani,
Ja nie chcę mieć pani,
Chcę zdrów żyć sam,
Ja sługa, ja pan!
Chór
By wasze pić zdrowie,
Szczęśliwi mężowie,
Hej, hej! Daj nam
Daj tu miodu dzban!
Niech żyją poddani,
Ja nie chcę mieć pani,
Chcę zdrów żyć sam,
Ja sługa, ja pan!
Służba podaje miód.
Zbigniew
Aj! kiedy niewiasta,
Po domu się szasta,
Mnie w smak - jej źle,
Ja tak - ona wspak.
Bodaj to swoboda,
Nikt żaru nie doda,
Mam to - co chcę,
Bom wolny, jak ptak!
Chór
Aj! kiedy niewiasta,
Po domu się szasta,
Mnie w smak - jej źle,
Ja tak-ona wspak.
Bodaj to swoboda,
Nikt żaru nie doda,
Mam to - co chcę,
Bom wolny, jak ptak!
Podczas ostatniej zwrotki jeden z luzaków, wyszedłszy z głębi, szepcze do ucha Maciejowi, który opuszcza ławę.
Maciej
zbliżając się do stołu z lewej
Tandem panicze, czas wyruszyć w drogę,
Wszystko gotowe, siadajmy na koń!
patrząc w górę
Wnet i zaświta, jak zmiarkować mogę...
Zbigniew
Tak! wkrótce słońce ukaże złotą skroń!
Stefan
do towarzyszy
Żegnajcież nam najmilsi towarzysze,
Niech od was Bóg oddala złe,
Gdy przyjdzie czas rzucić chaty zacisze,
Gdzie wskaże los, znajdziemy się!
Wszyscy
podając sobie ręce
Gdzie wskaże los, znajdziemy się!
I jak prędko złe nadleci,
Aby w piekło zmienić raj.
Oręż w dłoni tej zaświeci,
Gdy powoła Bóg i kraj!
Po ostatniej czarce, Zbigniew i Stefan raz jeszcze żegnają towarzyszy, którzy ich odprowadzają za scenę. Maciej także w gromadzie swoich, ściskając się z tym lub owym, wychodzi za paniczami. Po odejściu towarzyszy, luzacy i słudzy z gospody uprzątają stoły.
Zmiana
We dworku Zbigniewa i Stefana dość duża ale skromna komnata. W głębi wyjście na ganek, po lewej okno, przez które widać stół, krzesła, kantorek i inne sprzęty dawnego kształtu.
SCENA 2
Kilka dziewcząt i kilku chłopaczków wiejskich kończą sprzątanie, inni gromadzą się koło Marty, która każdy stołek ustawia według swojego gustu, poprawiając robotę dziewcząt.
Dziewczęta i chłopcy
przechodząc żywo
Pani Marto, mówcie szczerze,
Bo ciekawość i nas bierze,
Boć i nam się wiedzieć godzi,
Czy panicze nasi młodzi,
Paniczowie owi mili,
Co w pogrzebnym dniu rodzica,
Jego domek opuścili,
Dzisiaj pewno wrócą tu?
Marta
Obietnica nie próżnica,
Wierzcie, kiedy mówią starzy,
Cala wioska o tem gwarzy,
Że w dzisiejszym wrócą dniu!
Dziewczęta i chłopcy
jedni do drugich
Obietnica nie próżnica,
Wierzcie, kiedy mówią starzy,
Cala wioska o tem gwarzy,
Że w dzisiejszym wrócą dniu!
Zwinęliśmy się z robotą,
Domek czysty, gdyby złoto,
Przystrojony i ogrzany,
A wracajcież młode pany,
Do ojcowskiej swej siedziby,
Jest tu ziarno z czarnej skiby,
W stawie ryby, w lesie grzyby,
I owoców pełen sad.
Marta
Oj! powrócą nam panicze,
Wrócą tu stolnikowicze,
Z nimi uśmiech na oblicze,
A do wioski dawny ład!
Chór
Oj! powrócą nam panicze,
Wrócą tu stolnikowicze,
Z nimi uśmiech na oblicze,
A do wioski dawny lad!
SCENA 3
Ci sami i Grześ.
Grześ
Wbiega zadyszany.
Od miasteczka widać tuman
To panowie pewno jadą,
Już tu spieszy pan Okuman
I lud zbiera się gromadą.
Przyszykujcie chleb i sól!
Marta wybiega do drugiej izby.
Wszyscy
Od miasteczka widać tuman
To panowie pewno jadą,
Już tu spieszy pan Okuman
I lud zbiera się gromadą.
Witać panów naszych pól!
Marta wchodzi z chlebem i solą. Dziewczęta i chłopcy wybiegają. W głębi, przez drzwi szeroko otwarte widać jak z obu stron ustawiają się rzędami.
SCENA 4
Stefan, Zbigniew i za nimi Maciej ukazują się w głębi. Marta z jednej strony we drzwiach podaje im chleb i sól, które przyjąwszy oddają Maciejowi. Z drugiej strony stary ekonom oddaje im na tacy klucze, których nie biorą, witając przyjaźnie ekonoma i innych wieśniaków, po czym przestępują próg i z rozrzewnieniem witają dom rodzinny. Maciej stawia tacę z chlebem i solą na stole w głębi. Kilku starych wieśniaków, Marta i ekonom wchodzą za nimi i zatrzymują się w głębi, inni stoją przed drzwiami.
Stefan, Zbigniew i Maciej
Cichy domku modrzewiowy,
Otoczony cieniem drzew,
Jak cię uczcić? brak wymowy,
Bije serce, płonie krew!
Cichy dworku wiekiem zgięty,
Otulony w żywy plot,
Witaj wspomnień skarbie święty!
Witaj strzecho starych cnot!
z całym uczuciem
Niechże będzie pochwalony,
Wieki wieków Chrystus Pan,
Co nas wiódł z odległej strony,
W praojcowskich progi ścian!
Stefan
Tu nam zabłysło życia zaranie,
Matka pacierza uczyła nas.
Stąd ją do nieba zabrałeś Panie,
Jako anioła wolnego skaz!
Zbigniew
Stąd pod cienistej lipy konary,
Biegliśmy słuchać o ziemi tej,
Jak rozpowiadał nasz ojciec stary,
O dawnych czasach, o chwale jej!
Maciej
Tu gdy panicze biegli z komnaty
Gdzie sianożęci wabiła woń,
Maciej ich uczył krzesać w palcaty,
Do karabeli zaprawiać dłoń!
Stefan, Zbigniew i Maciej
Witaj domku modrzewiowy
Otoczony cieniem drzew,
Jak cię uczcić? brak wymowy,
Bije serce, płonie krew!
Cichy dworku wiekiem zgięty,
Otulony w żywy płot,
Witaj wspomnień skarbie święty!
Witaj strzecho starych cnot!
Niechże będzie pochwalony,
Wieki wieków Chrystus Pan,
Co nas wiódł z odległej strony,
W praojcowskich progi ścian!
Marta, ekonom i inni ludzie rozchodzą się. Dwóch parobków i Grześ znoszą rzeczy do pobocznych izb. Maciej wydaje im rozkazy.
Stefan
w głębi do Zbigniewa
I cóż powiadasz panie bracie,
Dobrze nam będzie w praojcowskiej chacie,
Uprawiać czarnej ziemi łan.
Wzajemnie dzielić pracy trud,
Miłować nasz wieśniaczy lud,
O jego byt serdecznie dbać,
W radości, w troskach udział brać,
I niezależny zachować stan!
Zbigniew
Szaleni co inaczej czynią,
Bo i czego, czegóż brak?
Nic nam tu nie pójdzie wspak,
Maciej będzie gospodynią,
Maciej będzie powiernikiem,
I szafarzem i klucznikiem,
I piwnicznym i podczaszym...
Stefan
To, to, w to mu tylko graj!
Słowem w cichym domku naszym,
Bez kapryśnych rządu zmian.
Dokumentny będzie raj,
Wiwat niezależny stan!
Stefan i Zbigniew
Przewybornie panie bracie
Wiwat, wiwat wolny stan!
Zbigniew
Nie ma niewiast w naszej chacie!
Stefan
Ani jednej!
Zbigniew
Ani pół!
Maciej
idąc do okna
Na gościńcu turkot koi,
Czwórka w poręcz żwawo hasa,
Jakaś pędzi tu kolasa!
Zbigniew
patrząc na Macieja
Czego żeś tak srodze zbladł?
Maciej
Bo w kolasie białogłowa!
Stefan
ze śmiechem idąc do okna
Białogłowa! otóż macie!
Grześ
wbiegając
Z Paprzyc pani Cześnikowa!
Stefan
Co? stryjenka?
Zbigniew
w progu
Jakbyś zgadł!
Maciej
odchodząc na lewo zasmucony
Nie ma niewiast w naszej chacie!
Stefan i Zbigniew
Biegną naprzeciw Cześnikowej i witają ją z uczuciem.
Tak! stryjenka!
Maciej
kiwając głową
Będzie ład!
Odchodzi.
SCENA 5
Cześnikowa, Stefan, Zbigniew.
Cześnikowa
przypatrując się młodym
Witam was, witam kochane dzieciska,
Więc powracacie do cichego siedliska,
Toż sąsiedzi w każdej dobie,
Będą was wydzierać sobie.
Będą radzi wam bez granic!
Bo gdzie brak chłopców,
A dziewczątek dość,
Taki jak każdy z was, pożądany gość.
Stefan
Niestety! to się nie zda na nic.
Zbigniew
Na nic, stryjeneczko, na nic!
Cześnikowa
Na nic? jeśli już ich dusze
Uroczyła piękna płeć,
Dawne więzy stargam, skruszę
I zastawię nową sieć.
Zbigniew i Stefan
Na nic, na nic, nasze dusze
Nie tak łatwo wpadną w sieć,
Na miłosne serc katusze
Nas nie skaże piękna płeć!
Cześnikowa
Tak, tak, to się nie zda na nic.
Toteż co tchu przybyłam tu,
Aby zwierzyć wam
Jakie plany mam!
Z tej strony Powiśla
Dziewczątek bez liku,
A każda przemyślą
O ładnym chłopczyku.
Lecz z tajnej przyczyny,
O chłopców nie snadnie,
Zaledwie jedyny,
Na siedem przypadnie!
Stąd smucą się matki
Z daremną nadzieją,
Bo lube ich kwiatki
Samotnie starzeją.
Stąd gdy się tu zjawi
Czy młody, czy stary,
Sąsiedzi łaskawi
O niego we swary.
Matunie, cioteczki,
Stryjowie, ojcowie,
Prowadzą ploteczki,
Aż miesza się w głowie.
Nim pannie tu który
Wyjawi zapały,
Nim skończy konkury,
Rozszarpią w kawały.
Aż biedny chłopak,
Znudziwszy się,
Chęciom na opak,
Wybiera źle!
Ale o was próżna trwoga,
Was ominie kolej ta,
Bo stryjenka z łaski Boga,
O bratanków szczerze dba!
Stefan i Zbigniew
razem
Ale o nas próżna trwoga,
Nas ominie kolej ta,
Bo stryjenka z łaski Boga,
O bratanków szczerze dba!
Cześnikowa
Ale o was próżna trwoga,
Was ominie kolej ta,
Bo stryjenka z łaski Boga,
O bratanków szczerze dba!
Ze Skier Skarbnikowa
Córeczki dwie chowa,
I dla nich jedynie
Talarów dwie skrzynie.
Tam chata szlachecka
Co dumą nie drażni,
Tam jestem od dziecka
W serdecznej przyjaźni.
Córeczka Agatka
Potulna owieczka,
Dwadzieścia dwa latka,
Jak anioł dzieweczka,
Ta twoją Stefanie
Z pewnością zostanie,
Bo dałam już słowo
Mieć ją bratankową!
A druga Brygidka,
Dwudziesty i czwarty,
Twarzyczka niebrzydka,
Noseczek zadarty.
W tej miłość zakrzewię
Dla ciebie Zbigniewie.
I jej dałam słowo
Mieć ją bratankową!
Biedni sąsiedzi
Toż będzie kwas!
do młodych
Na złość gawiedzi
Pożenię was!
Do jednego
Będziesz miał prześliczną żonę,
do drugiego
Aniołeczka będziesz mieć,
do obu
Dałam słowo niewzruszone,
Trudno wam inaczej chcieć!
Stefan i Zbigniew
Silną naszych serc dewizę
Czyż rozerwie piękna płeć?
Co się rzekło - niewzruszenie!
Nie możemy swatów chcieć!
Zbigniew
Z synowskim afektem stryjeneczko,
Składamy za troskliwość korne dziękczynienie,
Lecz się zanadto twa dobroć pospieszyła,
Bo mamy inne postanowienie.
Stefan
Tak inne wcale.
Cześnikowa
Ciekawam bardzo czy je pochwalę?
Zbigniew
Uprawiać chcemy żyzny łan,
Wzajemnie dzielić pracy trud,
Miłować nasz wieśniaczy lud,
O jego byt serdecznie dbać.
W radości, w troskach udział brać,
I niezależny zachować stan.
Cześnikowa
Co, co, co? nie żenić się?
Stefan i Zbigniew
Nie, nie stryjeneczko, nie!
Cześnikowa
To szaleństwa istny plon.
Stefan i Zbigniew
Nie, nie, nie! nie chcemy żon!
Cześnikowa
To szalonych głów marzenie,
Chcieć zmarnować serca kwiat.
Ich zamiary wnet odmienię,
Każdy żonkę pojmie rad.
Stefan i Zbigniew
Chcieć nas żenić - to marzenie,
Nie pójdziemy za nim w ślad,
Ja się nigdy nie ożenię,
Kawalerem będzie brat.
Zbigniew
Najpierw się wioską zajmiemy szczerze,
By w łasce Bożej kwitła szczęśliwa,
Potem się długi zewsząd odbierze,
Gdzie ojciec złożył nieco grosiwa.
I niepotrzebna będzie palestra,
Boć tu dokoła uczciwi ludzie,
Potem zajedziem po mroźnej grudzie
Do Kalinowa w sam dzień Sylwestra.
Cześnikowa
przerywając nagle
Do Kalinowa!? co? do pana Miecznika!
Sami?
Zbigniew
Koniecznie, tam największy dług.
Cześnikowa
Ja nie pozwolę!
Zbigniew
Skądże zakaz wynika?
Cześnikowa
Tamtego dworu niebezpieczny próg!
Stefan
Jak to?
Cześnikowa
Ślijcie kogo chcecie,
A od złego Bóg uchowa!
Zbigniew
Lecz stryjenko, rozważ przecie,
Wszak ci Miecznik z Kalinowa,
Przyjacielem ojca był,
Więc posyłać nie wypada,
Rodzic z nim jak z bratem żył.
Musim jechać.
Cześnikowa
Boże! Boże mój kochany,
Jaką ich ocalić radą?
Aj! jeżeli tam pojadą,
Za nic, za nic moje plany!
Zbigniew
Stryjeneczko w imię Boga!
Co ma znaczyć twoja trwoga?
Cześnikowa
Co ma znaczyć, biada! biada!
SCENA 6
Ci sami, Grześ, potem wieśniacy, wieśniaczki i Maciej.
Grześ
wbiegając z głębi
Już zebrała się gromada!
Widać lud przez otwarte drzwi.
Cześnikowa
Aha! Jeszcze sposób mam...
biegnąc ku drzwiom
Pójdźcie, pójdźcie, wejdźcie tu!
Choć mi w piersiach braknie tchu
Powiem, co zagraża wam!
Zbigniew, Stefan i wszyscy
Co nam zagraża?
Cześnikowa
Wasi dwaj panicze,
Którym, jak moim własnym synom życzę
Skoro nadejdzie zimowa doba,
Mimo mej prośby, jakby dla uporu
Do Kalinowa do strasznego dworu,
Pojadą i przepadną oba!
Chór
Pojadą i przepadną oba!
Mocny Boże!
Cześnikowa
W strasznym dworze!
Cześnikowa i chór
W strasznym dworze zginą oba!
Stefan
Stryjeneczko, zlituj się!
Cześnikowa
Posłuchajcie mnie!
Wśród szumu lasów, od wsi z daleka,
Gdzie co noc jęczy puszczyków chór,
Kędy szemrzący potok przenika,
Stoi na wzgórzu ponury dwór.
Na jego pana, co żył przed laty,
Bóg rzucił z nieba przekleństwo swe,
Zły duch zamieszkał pyszne komnaty
I odtąd dwór ten strasznym się zwie.
Tam co noc jęki dusz pokutnicze,
Trwożnych mieszkańców przejmują słuch,
Tam chcą pojechać wasi panicze,
Tam ich nieszczęścia powiedzie duch.
Chór
Tam co noc jęki dusz pokutnicze,
Trwożnych mieszkańców przejmują słuch,
Tam chcą pojechać nasi panicze,
Tam ich nieszczęścia powiedzie duch.
Stefan i Zbigniew
Ach! to obawy błahe szalenie,
Co tylko trwożnych zarażają słuch,
Bądźcie spokojni, wrócą panicze,
Wiedzie ich Boskiej opieki duch.
Zbigniew
do ludzi
Kochani! w troskliwe przesadzonej mierze,
Drogą stryjenkę strach daremny bierze.
Czyż tam jedziemy by pokrzywdzić kogo,
By wydrzeć co nam nie należy?
Nie, nie! czyste serce w nas!
Tacy się tylko obawiać mogą,
Których sumienie sczerniało od skaz!
Ależ tutaj, czcza obawa,
Po należny jedziem dług!
Gdzie jak nasza święta sprawa,
Tam jej los prowadzi Bóg!
Cześnikowa
Choć swatania trudna sprawa,
Dałam słowo, spłacę dług.
Pierwej od nich szybka, żwawa,
Muszę przebyć straszny próg!
Stefan i Zbigniew
do stryjenki
Zabobonna to obawa,
Po należny jedziem dług
Gdzie jak nasza święta sprawa,
Tam jej los prowadzi Bóg!
Maciej
Wprawdzie panów święta sprawa,
Po należny jadą dług,
Jednak chwyta mnie obawa,
W ten diabelski wstąpić próg.
Wieśniacy
Tak, daremna w nas obawa,
Po należny jadą dług,
A gdziekolwiek święta sprawa,
Tam jej los prowadzi Bóg!