AKT II
U Miecznika. Duża komnata do połowy drzewem wyłożona. Z lewej komin, na którym spory ogień, wgłębi drzwi główne, z prawej drzwi do dalszych komnat.
SCENA l
Jadwiga, Hanna, domownice i sąsiadki siedzą u krosien zajęte wyszywaniem kobierca. W głębi kilka wiejskich dziewcząt przędzie na kołowrotkach.
Chór
Spod igiełek kwiaty rosną,
Mknie za ściegiem ścieg,
Żałuj, żałuj hoża wiosno,
Że cię tuli śnieg!
Zanim niebu się ukorzy
Twój kobierzec z róż,
My pod stopy Matki Bożej
Nasz złożymy już.
Nim wiosenne przyjdą dary
Mnóstwo młodych par,
Na bławatkach tej ofiary
Serc zamienią dar.
Hanna, Jadwiga i młode panienki
między sobą
Wiesz co? nim zwabi gości zmrok,
Mam myśl... wszak jutro Nowy Rok,
W takiego wilię święta,
Badają dziewczęta,
Jakiego ptaszka spęta
Serdeczna ich sieć?
do starszych niewiast
Już czas! za chwilę padnie zmrok,
Niech nasz znużony spocznie wzrok.
Pamiętać też należy,
Że dziś na wieczerzy,
Myśliwych dość młodzieży
Będziemy tu mieć!
Starsze niewiasty
Ciężko, ciężko wam przy igle,
Toćże jeszcze kawał dnia,
Ale komu w głowie figle,
O robotę ani dba!
Hanna, Jadwiga i inne dziewczęta siadają na powrót do krosien.
Wszystkie
Spod igiełek kwiaty rosną,
Żwawo mknie za ściegiem ścieg,
Żałuj, żałuj hoża wiosno,
Że cię tuli śnieg!
Zanim niebu się ukorzy
Twój kobierzec z róż,
My pod stopy Matki Bożej
Nasz złożymy już.
Nim wiosenne przyjdą dary
Mnóstwo młodych par,
Na bławatkach tej ofiary
Serc zamienią dar.
Hanna, Jadwiga i dziewczęta
Ej dość! wnet gości zwabi zmrok,
Ej dość! wszak jutro Nowy Rok.
Już dość! niedługo schyłek dnia,
Niech więc odpocznie praca ta.
Starsze niewiasty
Ciężko, ciężko wam przy igle,
Toć że jeszcze kawał dnia,
Ale komu w głowie figle,
O robotę ani dba!
Wszystkie
zabierając się znowu do pracy
Spod igiełek kwiaty rosną,
Żwawo mknie za ściegiem ścieg,
Żałuj, żałuj hoża wiosno,
Że cię tuli śnieg!
Zanim niebu się ukorzy
Twój kobierzec z róż,
My pod stopy Matki Bożej
Nasz złożymy już.
Nim wiosenne przyjdą dary
Mnóstwo młodych par,
Na bławatkach tej ofiary
Serc zamienią dar,
Jadwiga
wesoło wstając od krosien
Dosyć tej pracy, nim wszyscy pobieżą,
Zastawiać stoły dla ojcowskich gości,
Poświęćmy chwilkę jeszcze przed wieczerzą,
Na jedną z naszych najważniejszych trosk.
Uchylmy wróżbą zasłonę przyszłości,
Żwawo dziewczęta, przynieście tu wosk!
Podczas śpiewu Jadwigi starsze niewiasty odstawiają krosna i chowają robotę. Dziewczęta wynoszą kołowrotki, po czym przynoszą wosk, tygielek i rozniecają większy ogień w kominie. Starsze niewiasty przypatrują się z uśmiechem tym przygotowaniom, bo niektóre wróżby pomagają młodym. Hanna wychodzi na prawo.
Jadwiga
Biegnie słuchać w lasy, w knieje,
Dziewczę gdyby kwiat,
Z której strony wiatr powieje,
Z tej przybędzie swat.
Z której strony, drzew korony,
Skłonią listki swe,
Z tej za swatem narzeczony
Wkrótce zjawi się!Stoi dziewczę nad strumieniem,
Wierzy we wróżby cud,
Drobną nóżką z serca drżeniem
Mąci kryształ wód.
Czyją postać w mętnej fali
Ujrzy w chwili tej,
Ten z pewnością w rok najdalej
Będzie mężem jej!
Czemuż we mnie także trwoga
Przed wróżbami tkwi,
Wiem że przyszłość w ręku Boga,
Jednak serce drży!
Może grzech, kto prawo rości
Czytać z tajnych kart?
Lecz niewinnej ciekawości
Bóg przebaczy żart.
SCENA 2
Kobiety, Hanna i Damazy,
Damazy
wnosząc za Hanną porcelanową salaterkę pełną wody
Gdzie postawić to naczynie?
Hanna
Tutaj, tutaj przy kominie!
Wosk topnieje, spiesz pan, spiesz!
Damazy
postawiwszy salaterkę, do Jadwigi
Czy i pani wróżby chcesz?
Hanna
wesoło
Ja najpierwsza.
Damazy
Ale na co,
Trudzić rączki próżną pracą?
Gdy bez wróżby prawda szczera,
Że masz we mnie kawalera.
Wszak od świtu aż do zmroku,
Jam przy tobie, tak jak cień!
Hanna
z niechęcią
Gdybym rzekła słówko jedno,
Panicz byłby u mych stóp.
Lecz na próżno duszę biedną
Stawia w szranki ciężkich prób.
Damazy
Na co wróżby? słówko jedno,
A upadnę do twych stóp.
Pociesz wzrokiem duszę biedną,
A za tydzień weźmiem ślub!
Hanna
wesoło, ukazując na kawalera
Nim uwieńczę twe nadzieje,
Niech pan pilnie okiem szuka.
Jeśli z wosku się uleje
Pański fraczek i peruka,
Wtedy miłość twą ocenię.
Z ciężkim losem zgodzę się,
Jeśli każe przeznaczenie,
Weźmiesz posag mój... i mnie!
Damazy
spoglądając na salaterkę
Jakąż silą, jakąż sztuką
Spełnić to, co pragnie serce,
Aj peruko! aj peruko!
Pokażże się w salaterce.
Niechaj obraz mojej twarzy,
Niech się cały zmienię w wosk,
Niech się w tyglu raz usmaży,
Zakończenie moich trosk!
Hanna
Gdy obrazu pańskiej twarzy
Naśladowcą będzie wosk,
Tobie szczęście los nadarzy,
Ja rozpocznę życie trosk!
SCENA 3
Ci sami i Miecznik.
Miecznik
wchodząc z prawej
Ślicznie, jak widzę dziewczęta moje,
Pomnąc, że jutro jest Nowy Rok,
Pragną się wedrzeć w losów podwoje,
Przeniknąć wróżbą przyszłości zmrok.
Lecz zwyczaj każe aż o północy.
Hanna
ściskając ojca
Ciekawość wszystko uprzedzić chce!
Miecznik
spostrzegając Damazego
A! Pan Damazy!
Damazy
Ja do pomocy.
Miecznik
z uśmiechem
Więc i ja także przypatrzę się!
Jadwiga miesza wosk w tygielku, Hanna przysuwa salaterkę z wodą. Inne osoby otaczają je ciekawie.
Hanna, Jadwiga i chór
Już ogień płonie,
Ku naszej stronie
Padają skry.
W piersi koleją,
Strachem, nadzieją
Serduszko drży.
W tyglu się pieni,
Zaciekawienie
Wstrzymują głos.
Dziewczę zobaczy,
Co jej przeznaczy
Kapryśny los!
Hanna wylewa wosk roztopiony na wodę, po czym stawia na stoliku salaterkę. Wszyscy z ciekawością otaczają stolik, Miecznik zbliża się także ze śmiechem.
Chór kobiet
Patrz, to szyszak, to przyłbica,
Tylko piór nad nimi brak,
Tutaj tarcza, tu zbroica!
Damazy
zaglądając
Mnie się zdaje, że to frak!
Chór kobiet
pokazując
Tu kopytem koń uderza,
Koń przy dębie, bo to dąb!
do Hanny z uciechą
Pójdzie panna za rycerza!
Pójdzie za pięknego,
Wnet swatowie ją oblegą,
Jak powojów kłąb!
Damazy
odchodząc od stolika i składając ręce z rozpaczą
A peruki ani w ząb!
Miecznik
biorąc na stronę Damazego
Słyszysz wróżby tej wyrazy,
“Za rycerza”, to mi zięć!
Płacz serdeńko, płacz Damazy,
Pójdzie z kwitkiem twoja chęć!
Chór kobiet
Podczas rozmowy Miecznika z Damazym wstawiły powtórnie do ognia wosk, który tym razem Jadwiga miesza w tygielku.
Już ogień płonie,
Ku naszej stronie
Padają skry.
W piersi koleją,
Strachem, nadzieją
Serduszko drży.
W tyglu się pieni,
Zaciekawienie
Wstrzymują głos.
Dziewczę zobaczy,
Co jej przeznaczy
Kapryśny los!
Jadwiga wylewa wosk na wodę, wszyscy przyglądają się ulanym grupkom.
Chór kobiet
Patrzcie, chatka, tu stodoły,
I znów pancerz taki sam.
Tu dwie kosy,
Tu dwa woły.
Damazy
zaglądając
Czy mnie czasem nie ma tam?
Chór
Karabela i płużyca,
Łatwo wróżbę wysnuć stąd.
Do Jadwigi
Pójdzie panna za szlachcica!
Damazy
ze smutkiem
A Damazy pójdzie w kąt!
Chór
Pójdzie panna za szlachcica,
Za gospodarnego.
Wnet swatowie tu nadbiegną,
Jak potoku prąd.
Wszyscy jeszcze rozpatrują się w udanych wróżbach.
Miecznik
Bawić się, jak chcemy możem,
Wróżb spełnienie, rzadki traf,
Nasze losy w ręku Bożym,
W miłosierdziu jego praw!
Do Damazego, który się przybliżył w tej chwili do Miecznika.
Lecz jeżeliś usnuł w głowie,
Że Hanusię złowisz w sieć,
Powiem waści w krótkim słowie,
Jakich zięciów pragnę mieć!
Młode dziewczęta kolejno wylewają wosk przy kominie. Jadwiga, Hanna, Damazy i starsze niewiasty otaczają Miecznika.
Miecznik
Kto z mych dziewek serce której,
W cnych afektów plącze nić,
By uwieńczyć swe konkury,
Musi dzielnym człekiem być.
Piękną duszę i postawę,
Niechaj wszyscy dojrzą w nim,
Śmiałe oko, serce prawe,
Musi splatać w jeden rym.
Musi cnót posiadać wiele,
Kochać Boga, kochać lud,
Tęgo krzesać w karabelę,
Grzmieć z gwintówki gdyby z nut!
Mieć w miłości kraj ojczysty,
Być odważnym jako lew,
Dla swej ziemi macierzystej,
Na skinienie oddać krew.
Niech mu będzie chęć nieznana,
Lżyć obyczaj stary swój,
Niech kontusza ni żupana,
Nie zamienia w obcy strój!
Z przycinkiem, patrząc na Damazego
Kto nie przyjdzie w sercu taki,
Kto za fraczek oddał pas,
W domu tym na koperczaki,
Nadaremnie straci czas!
Przy końcu śpiewu Miecznika dziewczęta kończą wróżby i uprzątając przyrządy oddalają się, jedne w głąb, drugie na prawo, tak że na scenie zostają tylko główne osoby. Hanna i Jadwiga po skończonym śpiewie, okrywają ojca pieszczotami.
Miecznik
słuchając dzwonków od sań nieco wgłębi
Ktoś zajeżdża na podwórze,
Łaska Boga, nowy gość!
Otwiera drzwi w głębi.
SCENA 4.
Miecznik, Hanna, Jadwiga, Damazy i Cześnikowa.
Miecznik
wprowadzając Cześnikową
To niespodzianka! Pani Cześnikowa
Choć raz do roku o życzliwych pamięta!
Cześnikowa
witając się
Witaj Mieczniku, jak się macie dziewczęta!
Damazy
z ukłonem
Wszystkich opatrzność
w dobrym zdrowiu chowa!
Cześnikowa
A! Pan Damazy!
Ogląda się.
Ale oni, gdzież oni?
Czy przyjechali, czy obadwa już są?
Chciałam uprzedzić, nie żałowałam koni.
Jak się wam podobali?
Miecznik
Lecz kto?
Cześnikowa
Nie wiecie kto?
Stolnikowicze!
Miecznik
żywo
Co? Stolnikowicze!
Synowie przyjaciela,
Jakże ich widzieć, jak uściskać życzę.
Hanna i Jadwiga
Pan Zbigniew i pan Stefan.
Cześnikowa
Dzisiaj Mieczniku, doznasz tego wesela.
Miecznik
Dzisiaj! dzisiaj!
do córek
Czy słyszycie! dziś przybędą, wyśmienicie!
do Damzego wesoło
Śmiałbym się, gdybyś zyskał dwóch rywali!
Damazy
Niech ich w drodze piorun spali!
Cześnikowa
Nic z tego! Bratankowie mili
Nie chcą poznać co kochanie.
Wróciwszy z wojska postanowili,
Do grobu trwać w bezżennym stanie!
Miecznik
W bezżennym stanie?
Hanna
Proszę uniżenie!
Damazy
do Hanny głośno
Bardzo rozsądne postanowienie!
Cześnikowa
A potem, wiem ci ja Mieczniku,
Czego serce twe wymaga.
U ciebie trzyma prym odwaga,
Na łowach lub w bojowym szyku.
A oni, ach! choć moi krewni,
Jacyś nie po męsku rzewni.
Ani podobni do swego protoplasty,
Zabobonni, trwożliwi, istne dwie niewiasty!
Miecznik
Co słyszę! pomnę tacy mali
Już na zuchów zakrawali.
Cześnikowa
Ale nie w obecnej chwili...
Gdym ich nagliła, by tu przybyli,
Nie chcieli jechać!
Miecznik
zdziwiony:
Czemu? przez Boga!
Cześnikowa
Bo na myśl, że w Kalinowie,
Dwór się strasznym dworem zowie,
Śmieszna obydwu przejmowała trwoga!
Damazy
ze śmiechem
Ha! ha! śliczni mi rywale!
Miecznik
Trudno uwierzyć...
Hanna
do Jadwigi śmiejąc się
Doskonale!
Mam wyborny w głowie żart!
Szepce do ucha Jadwigi, potem śmieją się obie.
Cześnikowa
Teraz łatwiej ich oddalę...
Miecznik
do dziewcząt
Takich zięciów nie chcę wcale!
Tchórz mężczyzna diabła wart!
SCENA 5
Ci sami, Skołuba i chór myśliwych.
Chór
Traf szczególny ha! ha! ha!
Próżne gniewy, próżny krzyk,
Któż dowiedzie czyj ten dzik,
Wszakże były strzały dwa!
Skołuba
Ja zwaliłem dzika, ja!
Z bryki palnął jakiś smyk,
Palnął prawda, ale dzik,
Moją kulę we łbie ma!
Miecznik i Damazy
Hej panowie, cicho sza!
Nie rozumiem, taki krzyk,
Jak uważam poległ dzik,
Lecz co znaczy sprzeczka ta?
Skołuba
Psy zagrały, dzik pomyka,
Ponad drogą pędzi blisko.
Wprost na moje stanowisko,
Aż z radości człowiek zbladł!
Wtem na drodze staje bryka,
Dzik szoruje, i dwa strzały
Z dwóch szturmaków wraz zagrzmiały
I odyniec w śniegu padł.
Psy do dzika, ja do dzika,
Bom jest pewny mego strzału,
A panowie drwią pomału
Żem spudłował, dowieść chcą.
Człek bolesne żarty łyka,
Lecz ponieważ w owej bryce,
Zajechali tu szlachcice
Dojdziem prawdy - otóż są!
Przy końcu arii Zbigniew i Stefan wchodzą na scenę z głębi, a z prawej, zaciekawione gwarem kobiety.
SCENA 6
Hanna, Jadwiga, Cześnikowa, Miecznik, Zbigniew, Stefan, Damazy, Skołuba, myśliwi, sąsiadki i domownice, na ostatku Maciej.
Miecznik
po chwili niemego powitania wchodzących Zbigniewa i Stefana
Oh! Drodzy goście, jakże mi pożądany
Uścisk potomków tego, com go kochał jak brata!
Rozszerzcież się mojego domku ściany!
do Zbigniewa i Stefana
A wy przyjmijcie czym chata bogata.
przedstawiając
Tu córki moje, tu drużyna życzliwa,
Rozgośćcież się, każdy wam będzie rad.
Na wasz widok sił przybywa,
Ze wspomnieniem lepszych lat!
Zbigniew i Stefan z daleka witają ukłonem przedstawione osoby i Cześnikową. Po recytatywie Hanna, Jadwiga, Cześnikowa, Miecznik, Zbigniew i Stefan zbliżają się naprzód, Damzego zaś Skołuba i myśliwi rozmawiając, gestami zatrzymują w głębi.
Gdy wchodzi Maciej, wtedy razem ze śpiewem osób będących na przodzie sceny rozpoczyna się w głębi sprzeczka między myśliwymi, którzy Damazego biorą za sędziego sprawy o dzika.
Miecznik
do Stefana i Zbigniewa
Czy to w radosnej czy w smętnej doli,
Z waszym rodzicem duszą złączeni,
W jednąśmy życia dążyli kolej,
Złe, dobre, biorąc na wspólny karb.
Gdym go utracił, niechże w zamęcie,
W mego żywota chłodnej jesieni,
Braterskich synów serca wiośniane,
Wrócą mi starej przyjaźni skarb!
Zbigniew i Stefan
patrząc na Hannę i Jadwigę
W dziecięcych latach swobodnej doli,
Pomnę, jak w jedno grono złączeni,
Niewinnych zabaw wiedliśmy kolej,
Składając psoty na obcy karb.
Dziś dwie dziewice, kwiaty wiośniane,
Widok nasz miesza, trwoży, rumieni,
Czyż nam rumieniec niosą w zamianę,
Za miłych wspomnień uroczy skarb?
Hanna i Jadwiga
przyłączając się do Stefana i Zbigniewa
W dziecięcych latach swobodnej doli,
Pomnę, jak w jedno grono złączeni,
Niewinnych zabaw wiedliśmy kolej,
Składając psoty na obcy karb.
W niebezpieczeństwa znane, nie znane,
Zbigniew i Stefan nieustraszeni
Biegli dla żartu, czyż wierzyć w zmianę,
Że dziś stracili odwagi skarb?
Cześnikowa
patrząc kolejno na bratanków, Hannę i Jadwigę
Strach mię ogarnia pomimo woli,
Młodzież się wspólnie jakoś rumieni.
Łatwo polecieć w miłosną kolej,
Lśniącą urokiem tęczowych farb...
Lecz Skarbnikowej gdy słowo dane,
Żaden się z żadną tu nie ożeni,
Silnym oporem w drodze im stanę,
Niewczesnych uczuć ocalę skarb!
Chór kobiet
patrząc na młodych
Wzrok dopatruje pomimo woli,
Jako się młodzież wspólnie rumieni,
Łatwo im pobiec w miłosną kolej,
Lśniącą urokiem tęczowych farb.
Widząc tych spojrzeń trwożną zamianę,
Można by wnosić z oczu promieni,
Że wkrótce serca niepokalane,
Wzajemnych uczuć zamienią skarb.
Skołuba
w głębi, do wchodzącego Macieja
Mam waści, mam,
Gadajże nam,
Który to z was,
Jadąc przez las,
Gdy zwierz pomyka,
Zemsta to dzika,
Na ochotnika,
Wypalił wraz?
Przeklęty traf,
Tnie dzik a więc,
Ja zaraz paf!
Ten także pęc!
To źle kolego,
Ot żarty biega,
Że ty do niego,
Masz więcej praw!
Maciej
ze śmiechem
Czy przeczyć mam,
Że to ja sam,
Jadąc przez las
W obławy czas,
Gdy zwierz pomyka
Z waścią do dzika
Na ochotnika
Palnąłem wraz.
Zabawny traf,
Tnie dzik a więc
Wy zaraz, paf!
Ja także, pęc!
Ależ kolego,
Choć żarty biega,
Do zabitego
Nie roszczę praw!
Chór myśliwych
do Skołuby
Kłam wasze, kłam!
do Macieja
Ty powiedz nam,
Który to z was,
Jadąc przez las,
Gdy zwierz pomyka,
Z starym do dzika
Na ochotnika
Wypalił wraz.
do Damazego
Wyborny traf!
Tnie dzik a więc,
Skołuba. Paf!
Ten także pęc!
Gdy sprzeczki biega
Sądźże pan tego,
Kto z nich do niego
Ma więcej praw!?
Damazy
do otaczających go myśliwych
Ot! to mi kram,
Mnie pilniej tam,
Najdroższy czas
Ucieka w las!
Trwoga przenika
Współzalotnika
Czuję wśród nas!
Gdy taki traf...
A więc... a więc...
Wyrwę i paf!...
On także, pęc!...
Poznasz kolego,
Że ja od niego
Do serca tego
Mam więcej praw!
Po śpiewie pachołek wchodzi z prawej i z poszanowaniem przemawia parę słów po cichu do Miecznika.
Miecznik
wesoło do myśliwych
Hej, panowie dosyć kłótni,
Dość myśliwskiej bałamutni,
Do weselszych was zapasów
Przy wieczerzy, proszę tam!
ukazuje na prawo, po czym odzywa się do wszystkich.
Pierwszy toast, w szczerej chęci
Wychylimy ku pamięci
ukazując Zbigniewa i Stefana
Ich rodzica i tych czasów,
Które wspomnieć słodko nam!
W czasie powyższego recitatiwu, gdy Miecznik odszedł w głąb, Zbigniew i Stefan zbliżają się do Cześnikowej, Jadwigi i Hanny. Dziewczęta na ich powitanie odpowiadają ukłonem. Damazy wyrywa się z koła myśliwych i zbliżywszy się na przód sceny, spogląda zazdrośnie na Stefana i Zbigniewa, rozmawiających z dziewczętami i Cześnikową.
Miecznik
do Zbigniewa i Stefana
A był to dzielny zuch,
Podobny lwiej naturze,
Gdy szło nam wspak,
Wytrwale znosił burze!
Wśród boju rąbał w puch,
Nie lękał się choć czarta,
I wiem, że tak
Wychował synów dwóch.
Zbigniew i Stefan
Nasz rodzic był to zuch,
Podobny lwiej naturze,
Gdy szło mu wspak
Wytrwale znosił burze.
Wśród boju rąbał w puch,
Nie lękał się choć czarta,
I tak, oh tak,
Wychował synów dwóch.
Hanna i Jadwiga
spoglądając ukradkiem na Zbigniewa i Stefana
Badając postać, ruch,
O trwożnej ich naturze,
Ja coś na wspak
Stryjenki słowom wróżę...
Czy w nich niewieści duch
Rzecz ciekawości warta...
Wiem już, wiem jak
poznamy, który zuch.
Cześnikową
Ach! sprzeciwieństwa duch
Gotuje dla mnie burzę,
Ja tak, on wspak...
Coś niedobrego wróżę!
Swatanie moje w puch...
Obmowa nic nie warta...
Czym tu i jak,
Zniechęcić braci dwóch?
Damazy
Więc mam rywali dwóch...
Lecz jeśli oba tchórze,
Wiem już, wiem jak
Obydwóch stąd wykurzę...
Gdy w nich niemęski duch,
Uciekną stąd do czarta,
Och! Tak, tak, tak,
Ich zamiar pójdzie w puch.
Maciej
rozglądając się
W tym strasznym dworze ruch,
Dziwaczny w swej naturze,
Oj tak... Och! tak...
Ja tu coś złego wróżę.
patrząc na Skołubę
I ten myśliwy zuch,
Zakrawa mi na czarta.
Jak stąd... ach jak
Paniczów wyrwać dwóch!?
Skołuba
nie patrząc na Macieja
Ten wlazł mi jak zły duch
Myśliwskiej twej naturze,
Już wiem, wiem jak
Wybornie się przysłużę.
Upoję cię za dwóch,
Gdy łeb zamąci kwarta,
Bierz broń i tak
Traf dzika jeśliś zuch!
Chór kobiet i myśliwych
Ich rodzic był to zuch,
Podobny lwiej naturze,
Gdy szło mu wspak,
Wytrwale znosił burze.
Wśród boju rąbał w puch,
Nie lękał się choć czarta.
I znać, że tak
Wychował synów dwóch.
Miecznik podaje rękę Cześnikowej, Stefan Hannie, Zbigniew Jadwidze. Inni goście także łączą się w pary i na prawo przechodzą do drugiej komnaty. Damazy zły, że Stefan uprzedził go w podaniu ręki jednej a Zbigniew drugiej pannie, bierze Skołubę na stronę i szepce mu do ucha. Skołuba z wielką uciechą okazuje gestami gotowość spełnienia tego, co żąda Damazy i ze śmiechem wygraża odchodzącym Stefanowi i Zbigniewowi oraz stojącemu w głębi Maciejowi, nie dostrzegającemu tej groźby. Damazy odchodzi za innymi na prawo. Zasłona opada.